Cyber rady
Od kąpieli po szkołę. 5 kadrów, które warto zostawić offline

Dlaczego do sieci trafiają zdjęcia i filmy przedstawiające dzieci? Głównym powodem nie są ani zarobki, ani zasięgi. Najnowszy raport T-Mobile „Status: Udostępnione – skala i charakterystyka sharentingu w Polsce” pokazuje, że rodzice traktują sharenting głównie jako cyfrowy album rodzinny – 50% chce w ten sposób zachować wspomnienia, a 47% dzielić się ważnymi momentami z bliskimi. Są jednak pewne kadry, które ze względu na bezpieczeństwo lepiej uwieczniać w tradycyjny sposób – wywoływać i umieszczać w albumie lub zachowywać w galerii. Jakie to zdjęcia?
Na plaży
Zdjęcia z wakacji często przedstawiają nas i nasze dzieci w strojach kąpielowych. Taki wizerunek może zostać wykorzystany przez przestępców do wygenerowania przy użyciu sztucznej inteligencji grafik i filmów wykorzystujących seksualność dziecka. Takie materiały mogą im następnie posłużyć do szantażu (sextortion) lub komercyjnego wykorzystywanie seksualnego dziecka.
Warto również mieć świadomość, że bieżące relacjonowanie wyjazdu w mediach społecznościowych może nieumyślnie informować osoby postronne o nieobecności domowników, co zwiększa ryzyko włamania. Wrażeniami z wakacji lepiej podzielić się osobiście po powrocie niż na bieżąco w internecie.
Podczas kąpieli
Dzieci szybko rosną, więc chcemy uwieczniać także te najprostsze momenty – zabawę pianą podczas kąpieli czy przebieranki. Publikacja zdjęć przedstawiających takie „niewinne” sytuacje może mieć jednak poważne konsekwencje – i to nie tylko te wymienione wyżej.
Intymne zdjęcia dziecka opublikowane w sieci mogą stać się dla rówieśników pretekstem do wyśmiewania. Doświadczenie takiej przemocy rówieśniczej wiąże się z podwyższonym ryzykiem niskiej samooceny, trudności w budowaniu zaufania, a u części dzieci także stanów depresyjnych i lękowych. Może się to objawiać niechęcią do chodzenia do szkoły czy wycofywaniem się z życia społecznego. Badania nad ofiarami przemocy rówieśniczej wskazują ponadto na częstsze występowanie dolegliwości psychosomatycznych związanych z przewlekłym stresem (m.in. bólów brzucha, mdłości, zaburzeń snu) oraz obniżenie wyników w nauce.
Na placu zabaw
Można się zastanawiać, co jest złego w opublikowaniu zdjęcia dziecka na placu zabaw, boisku czy podwórku – nie przedstawia przecież żadnej intymnej czy krępującej sytuacji. To prawda, ale cyberprzemoc nie jest jedynym zagrożeniem, jakie niesie za sobą sharenting. Na podstawie takich fotografii czy filmów przestępcy mogą określić jego plan dnia lub miejsca, w których często przebywa. To z kolei ułatwia im wejście w bezpośredni kontakt, a tym samym grooming (budowanie relacji z dzieckiem w celu jego późniejszego wykorzystania seksualnego).
Ze świadectwem
Zakończenie roku, pierwsze świadectwo, pierwsza nagroda za wyniki w nauce – ta sytuacja aż prosi się o zdjęcie. Ustawiamy więc pociechę przed szkołą, prosimy, by zaprezentowała dokument, robimy zdjęcie i przepełnieni dumą (według raportu T-Mobile to ta emocja najczęściej prowadzi rodziców do sharentingu) wrzucamy je do sieci. Co złego może się przecież stać?
Pamiętajmy, że na świadectwie widnieje wiele danych osobowych – pełne imię i nazwisko, data i miejsce urodzenia, numer PESEL. Tego rodzaju dane umożliwiają identyfikację dziecka, wykorzystanie ich po uzyskaniu przez dziecko pełnoletniości lub kradzież tożsamości – np. stworzenie fałszywego profilu w mediach społecznościowych i oszukiwanie jego kolegów oraz koleżanek (np. wyłudzenie pieniędzy). Takie informacje mogą także ułatwić wejście w bezpośredni kontakt z dzieckiem.
Dbajmy także o to, by na publikowanych zdjęciach nie było dowodów osobistych, paszportów, legitymacji szkolnych i innych dokumentów zawierających dane osobowe.
W szpitalu
Wrażliwe dane mogą być widoczne także na zdjęciach ze szpitala. Opaska identyfikacyjna na nadgarstku, czy karta przy łóżku mogą zdradzać nie tylko imię i nazwisko dziecka, lecz także informacje o jego stanie zdrowia. Ryzyko dotyczy też sytuacji, gdy rodzic sam publikuje skan wypisu, karty informacyjnej czy wyników badań, np. prosząc o poradę lub opinię na grupie dla rodziców na mediach społecznościowych. Nawet jeśli dane wydają się nieistotne, taki dokument często zawiera pełne dane osobowe dziecka wraz ze szczegółowym opisem jego stanu zdrowia (dane wrażliwe). Publikowanie takich materiałów narusza prywatność dziecka w szczególnie delikatnym momencie. Informacja o chorobie, urazie lub pobycie w placówce medycznej może po latach stać się dla niego źródłem skrępowania albo zostać wykorzystana do wyśmiewania.
Nie każde rodzinne wspomnienie musi trafić do internetu. Przed publikacją warto sprawdzić co widać w tle i jakie informacje można odczytać z całego kadru. Charakterystyczna lokalizacja, szkolny dokument czy szpitalna opaska mogą ujawnić znacznie więcej niż nam się wydaje.
Najprostsza zasada brzmi: pomyśl, zanim udostępnisz. Jeśli fotografia mogłaby kiedyś narazić dziecko na wstyd, ujawnić jego dane, miejsce pobytu lub informacje o zdrowiu, lepiej pozostawić ją offline. Wspomnienie zachowane w prywatnej galerii lub rodzinnym albumie nie traci swojej wartości, a jednocześnie nie staje się częścią cyfrowego śladu, nad którym trudno później odzyskać kontrolę.
O kampanii
„Status: Udostępnione” to ogólnopolska kampania informacyjno-edukacyjna T-Mobile realizowana we współpracy z Komendą Główną Policji i UNICEF Polska, dotyczy zjawiska sharentingu i pokazuje, jak publikowanie zdjęć oraz informacji o dzieciach może wpływać na ich prywatność, tożsamość i bezpieczeństwo. Kampania zachęca dorosłych do refleksji przed udostępnieniem wizerunku dziecka i przekazuje praktyczną wiedzę potrzebną do podejmowania bardziej świadomych decyzji w sieci. Więcej informacji dostępnych jest na stronie: https://www.t-mobile.pl/status-udostepnione/.





